Naturalne metody leczenia
Jak leczono si? za czasów S?omki? Sporo si? zmieni?o od tego czasu. Porzucono w?a?ciwie metody naturalne, wprowadzono masowe szczepienia, zadbano o higien?. Mo?e sumarycznie d?ugo?? ?ycia si? zwi?kszy?a, ale jakim? kosztem. Wynikn??y choroby cywilizacyjne, sporadycznie wyst?puj?ce w przesz?o?ci: cukrzyca, mia?d?yca, nowotwory, nadci?nienie itp. To znacznie powa?niejsze problemy ni? tr?dzik czy inne pryszcze. Dobra, ale zobaczymy ju? co pisze guru S?omka:
Leczyli si? dawniej najwi?cej sami swojemi domowemi ?rodkami, szczególniej zio?ami, jak: kwiat lipowy, kwiat bzowy, pio?un, macierzanka, podbia?, babka, gorczyca i t. d. Zio?a te ka?da gospodyni zbiera?a najwi?cej w maju, suszy?a i przechowywa?a na wypadek s?abo?ci. Wstydzi?a si?, je?eli w razie potrzeby nie mia?a ziela w domu, - tak? nazywali niedba?? i leniuchem.
Jak kto zachorowa?, to do ostatka omija? doktora, a chodzi? do znachorów, których nie brak by?o wtedy po wsiach, a którzy chorób nie leczyli, tylko za?egnywali. Do tych cudownych "lekarzy" szli nieraz kilkana?cie i wi?cej mil, bardzo cz?sto do Królestwa Polskiego; a jeden zasi?ga? nieraz rad i dla innych chorych, którzy si? w drog? wybra? nie mogli, przynosz?c z sob? ich koszule i mocz.
Pami?tam dobrze, bo ju? by?em ?onaty, - na ca?y powiat by? wtedy jeden lekarz, gdy teraz jest lekarzy kilkunastu i z trudno?ci? mog? obs?u?y? wszystkich chorych; wtenczas ten jeden nie mia? kogo leczy? i mia? si? biedno. Jak pomar?, to ksi?dz w przemowie nad grobem jego zaznaczy?, ?e w "n?dzy pozostawi? ?on? i dzieci". A by? dobrym lekarzem, nazywa? si? Babirecki. Sklep z lekarstwami czyli apteka by?a równie? jedna, i aptekarz by? tak?e niebogaty; teraz jest pi?? aptek, a wszystkie maj? si? bardzo dobrze.
Je?eli do chorego na wsi przyszed? kiedy lekarz, to zamiast lekarstwa z apteki kaza? najcz??ciej uwarzy? odpowiedniego ziela, które gospodyni mia?a zasuszone, lub zleca? pijawki, ba?ki albo upuszczanie krwi.
Upuszczanie krwi by?o u starych ludzi po prostu na?ogiem. Upuszczali sobie troch? krwi corocznie, a dokonywa? tego cyrulik, najcz??ciej ?yd, przez naci?cie ?y?y na r?ce. Czasem jednak zdawa?o si? niejednemu, ?e cyrulik za ma?o krwi upu?ci?, — bywa?o wi?c, ?e przyszed?szy do domu, sam sobie wi?cej upuszcza?, "a? odesz?a krew czarna, zepsuta od pracy". Potem taki przele?a? si? kilka godzin w ?ó?ku i czu? si? — jak powiada? — lekki i ochotny do pracy, "wysz?o mu z plec strzykanie".
Babka moja, która — jak wspomnia?em — do?y?a prawie 70 lat, co roku, gdy przysz?a jesie?, narzeka?a na plecy i w ogóle, ?e wszystko j? z pracy boli. "Czas przychodzi, kiedy zawsze krew puszczam", mówi?a i sz?a do cyrulika — ?yda.
Je?eli zachorowa? kto? starszy, to mówili, ?e ju? ma lata i ?aden ratunek ju? mu nie pomo?e, a nawet sam chory mówi?, ?eby si? na doktora i leki nie traci?, bo ju? mu czas przychodzi, takie przeznaczenie Boskie, ?e trzeba umiera?.
Fajnie pisze te?
Przemek Wilk